k

sobota, 19 kwietnia 2014

Staż równa się wyzysk? "Tania siła robocza"





Studenci i absolwenci są niejednokrotnie traktowani jako tania siła robocza – informuje "Rzeczpospolita".



Parzenie kawy i kserowanie dokumentów - tak często wyglądają staże i praktyki studenckie. Młode osoby chcą zdobyć doświadczenie przydatne później na rynku pracy, ale często trącą tylko czas.- Ten problem nabiera jeszcze znaczenia wobec planowanej nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, która będzie nakładała obowiązek trzymiesięcznych praktyk na kierunkach o profilu praktycznym - mówi Piotr Muller, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.
Jak wynika z badania Eurobarometru, co trzeci staż w Unii Europejskiej jest niskiej jakości. Dlatego przed pójściem na staż czy praktyki trzeba sprawdzić organizatora. Tego dotyczy kampania społeczna "Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!".
Intencją organizatorów kampanii jest zachęcenie pracodawców do organizowania stażów i praktyk wysokiej jakości. - Zwalczenie złych nawyków przeprowadzania praktyk i stażów wymaga długofalowych działań - mówi Piotr Muller.

Węgiel z Chile przypłynął do Polski. Rekordowe 113 tysięcy ton

113 tysięcy ton węgla przypłynęło do Gdańska na statku Yue Dian. To największy "sypki" transport jaki kiedykolwiek wpłynął do polskiego portu.

Statek transportujący 113 tys. ton węgla wypłynął z portu Punta Arenas 12 marca. W czwartek zacumował w gdańskim porcie przy Pirsie Rudowym. Wieczorem w terminalu masowym zaczął się jego rozładunek. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, operacja zakończy się jeszcze w środę 23 kwietnia.

Gigant pod chińską barierą

Statek pływa pod chińską banderą, a jego macierzystym portem jest Shenzhen. Jednostka powstała w 2011 roku. Yue Dian mierzy 254 metrów długości i 43 metry szerokości.
Transport węgla z Chile jest większy, niż załadunek statku Mona Pegasus, który w marcu ubiegłym roku przypłynął do Gdyni. Wtedy na jego pokładzie znajdowały się ponad 102 tony węgla z Australii. Dzięki chińskiej jednostce nowy rekord w przyjmowaniu surowców należy do Gdańska.

E-handel coraz ważniejszy dla gospodarki. To już ponad 90 mld zł

Wartość polskiej gospodarki internetowej podwoiła się w ciągu ostatnich sześciu lat i w roku 2012 osiągnęła wartość 93 mld zł - poinformował we wtorek na posiedzeniu senackiej Komisji Gospodarki Narodowej wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan.

Wiceszef resortu gospodarki podając szacunki dotyczące polskiej gospodarki internetowej powołał się na raport firmy Deloitte "A wave of digital change. Trends i digital E-innovation 2013".

- Szacuje się, że w całym roku 2012 udział sprzedaży przez internet w całej sprzedaży detalicznej wyniósł 3,8 proc. - zaznaczył Bogdan. Dodał, że w Polsce działa obecnie ok. 15 tys. sklepów internetowych.


Do najbardziej popularnych kategorii zakupów w sieci w 2012 roku należały działy: dom i ogród, których udział w sprzedaży wyniósł 31,86 proc., następnie odzież - 20,59 proc. Spadł natomiast udział w rynku kategorii książki i muzyka - do 13,24 proc. oraz komputerów i elektroniki - do 14,22 proc.

- Polski rynek sklepów internetowych nie należy do bardzo dojrzałych, gdyż przeważająca liczba podmiotów na nim działających nie działa dłużej niż 10 lat. A dojrzały rynek to taki, na którym sklepy funkcjonują dłużej niż 10 lat. Tak długo działających sklepów w Polsce jest 8,95 proc. Największą popularnością e-handel cieszył się od dwóch do pięciu lat temu, gdyż aż 39,3 proc. sklepów rozpoczęło wtedy swoją działalność - powiedział Bogdan.

- Większość transakcji handlowych w polskich sklepach internetowych dotyczy sytuacji, gdy zarówno sprzedający, jak i kupujący znajdowali się na terenie naszego kraju. Według dostępnych badań 48 proc. sklepów w sieci nie obsłużyło więcej niż pięciu zamówień z zagranicy w ciągu 2012 roku - dodał wiceminister gospodarki.

Pracował 15 miesięcy, dostał 58 mln dolarów odprawy. Warto być jednym z szefów Yahoo 


 Jak na ironię, zwolnienie podyktowane było brakiem poprawy wyników działu, za który odpowiedzialny był de Castro – sekcji wpływów z reklam.
Mimo to w okresie, gdy pracował w firmie, ceny akcji Yahoo poszły wyraźnie do góry. Dzięki temu odprawa mogła być tak wysoka.

Od konkurencji

Henrique de Castro został dyrektorem operacyjnym w Yahoo w październiku 2012 roku. Do firmy przeszedł z Google. De Castro odpowiadał za globalną sprzedaż oraz rozwój biznesu.
Były dyrektor zarabiał 600 tys. dol. rocznie plus bonusy. Otrzymywał także pakiet akcji firmy oraz premię w wysokości 1 mln dol. na start.

niedziela, 26 kwietnia 2009